Tajemnica Leśnego Zakątka cz.II

„Helfen Sie uns”… Mijały tygodnie, a wydarzenia z wycieczki rowerowej nie dawały mi spokoju. Co kilka dni nawiedzał mnie tamten sen. Przeżywanie tej tragedii na nowo było katorgą. Ale to i tak nic w porównaniu z tym, co przeżywało tamto małżeństwo. Czego doświadczyli na własnej skórze.

W końcu coś się we mnie przełamało. Nagle ten dziwny strach przed odkopywaniem tajemnic zbrodni minął. Zastąpiła go nie tyle moja chorobliwa ciekawość i pęd ku przygodzie, ile chęć zadośćuczynienia i przywrócenia sprawiedliwości. Tamtego dnia bandyci dokonali zbrodni i do tej pory nikt nie pofatygował się, żeby wyjaśnić całą sprawę. I to było najbardziej intrygujące. Albo ludzie po prostu boją się duchów i omijają to miejsce, albo w wydarzenia zamieszany był ktoś, kogo się boją. Od czasu tych wydarzeń minął niemal wiek. Szkoda, że we śnie nie było jasno powiedziane, kiedy dokładnie to się stało.

Pod pretekstem przybliżania historii miasta i okolic Kevelaer tutejszej Polonii, założyłam bloga i zapisałam się do biblioteki miejskiej. Poza książkami znalazłam w niej także małe archiwum. Od razu po nim widać, że w czasie wojny miasteczko nie zostało źle potraktowane przez Aliantów. Archiwum okazało się kopalnią złota. Badania zaczęłam od spisu mieszkańców i planu miasta. Dzięki temu szybko ustaliłam, kto był ostatnim mieszkańcem Leśnego Zakątka, bo tak nazywało się owo tajemnicze gospodarstwo.

Die Waldenecke 1
Adela und Mattäus Neumann
Anmeldungdatum 17.07.1908

Całe szczęście od czasów Sherlocka Holmes’a technika poszła nieco na przód, więc zamiast przeglądać wszystkie wydania lokalnych gazet od roku 1908 do przynajmniej 30 lat na przód, po prostu użyłam wyszukiwarki. Po kilku minutach wyskoczyły dwa linki. Pierwszy odnosił się do artykułu z 1934 roku:

„…W dniu wczorajszym, w domu przy Waldenecke miała miejsce dziwna historia. Otóż w okolicy słyszano strzały. Po przybyciu na miejsce policji, nie zastano właścicieli domu. Budynek był cały w nieładzie i wyglądało, jakby ktoś wcześniej go przeszukał. Policja bada sprawę i prosi o kontakt świadków zdarzenia.”
Hans Jürgen, 20.06.1934

Pod drugim linkiem znajdował się nieco obszerniejszy artykuł:

„W tym domu straszy! Ludzie nie chodźcie tam! – wykrzykiwał niedawno na zebraniu rady miasta Dieter Müller. Podczas spotkania próbowano podjąc decyzję na temat zagospodarowania terenu przy Waldenecke 1, które przed pięćdziesięciu laty było świadkiem dotąd niewyjaśnionych wydarzeń. Wieść gminna donosi, że mieszkajace tam małżeństwo Neumann zostało zamordowane przez nieznanych sprawców. Do tej pory nie jest znany motyw domniemanej zbrodni – ciał nigdy nie odnaleziono. Od tego czasu dom niszczeje i brak jest pomysłu, jak rozwiązać statut prawny tego miejsca. Jako, że brak jest potwierdzenia zgonu właścicieli, miasto nic nie może zrobić z nieruchomością. Co więcej, każdy kto próbował integrować w jakikolwiek sposób w to miejsce, uciekał z niego dosłownie z krzykiem. W zaistniałych okolicznościach Rada Miasta postanowiła nie ingerować w stan prawny nieruchomości, która w świetle prawa nadal pozostaje własnością państwa Neumann.
Alfred Zimmerman, 14.01.1984

I przez następne dwadzieścia lat zupełna cisza w eterze. Dla Miasta problem zniknął. A dla mnie pojawiło się jeszcze więcej pytań: dlaczego nie wznowiono poszukiwań państwa Neumann? Skoro zniknęli, czemu nie pisano więcej na ten temat w prasie? Czy faktycznie coś ukryli przed bandytami i jeśli tak, to co to mogło być? I gdzie to ukryli? I wreszcie kwestia duchów. Przecież nam się nic nie stało, a z opisów wynika, że ludzie uciekali stamtąd niemal w obłędzie. Sprawa stawała się coraz bardziej zagmatwana i niestety dla mnie, zmuszało mnie to do powrotu na Waldenecke.

Zostaw odpowiedź